Poezja prosto z serca – moje Bieszczadzkie wiersze

Poezja prosto z serca

Poezja prosto z serca to jedyny język, jakim potrafię opisać magię moich stron. W tym miejscu zebrałam słowa, które narodziły się z zachwytu nad bieszczadzką ciszą i anielską obecnością. Wierzę, że ta moja poezja stanie się dla Ciebie chwilą wytchnienia, której wszyscy tak bardzo potrzebujemy.

Nota od autorki

Wiersze to dla mnie jedyny sposób, by uchwycić to, co nieuchwytne. Często pytacie mnie, dlaczego piszę i skąd biorą się moje wersy. Odpowiedź jest ukryta w bieszczadzkiej mgle, w szeleście liści pod stopami i w ciszy, która zapada w dolinach tuż przed zmrokiem. Piszę, bo nic chcę pozwolić zgasnąć emocjom, które towarzyszą mi przy tworzeniu aniołów. Ta poezja to mój osobisty dialog z naturą i próba zatrzymania piękna, które tak szybko przemija a proces tworzenia to moje spotkanie z bieszczadzką naturą.

Kiedy patrzę na oszronione drzewa i czuję chłód nadchodzącej zimy, wiem, że wiersze to jedyny sposób, by zatrzymać te ulotne wizje.

Boski Anioł

Wśród tych gór gdzieś znikasz Ty
W horyzoncie naszych marzeń,
Magia tych pięknych dni
Pozostanie tam na zawsze.
Pozostaną łzy i pamięć,
Pozostanie wielki ból
Co stłumiony ciszą został,
Życiem niespelnionych ról.
Patrząc w niebo,licząc gwiazdy,
Przemijają cicho dni
Doceniajmy to co ważne,
Tego nie zabierze nikt.
Będziesz siedział nad swą rzeką,
Tuląc kamień do swych stóp,
Będziesz widzieć tam anioła,
Może kiedyś poznam…
Tajemnicę boskich słów

Ten wiersz powstał wraz z wizją boskiego anioła. Wraz z nastaniem zimnych dni i pojawieniem się szronu w koronach drzew melancholia ogarnia anioły. Tęskniąc za latem cieszą się na mroźne gwieździste niebo.Każdy anioł ma swoją historię, każdy anioł ma swój wiersz.


Jesienna Melancholia

Zielony liść tak drży na drzewie
Na wietrze przeminiętych dni,
W zielonych snach zielone myśli
Tak dołączają dzisiaj mi.

Wylewam cicho je na papier,
Zielonym piórem piszę tu,
Zielono marzę o tym świecie,
Zielono dożyć do lat stu.

Lecz liść opadnie kiedyś żółty
Bo zestarzeje się w swych snach .
To wszystko gdzieś odleci cicho
W jesiennych nostalgicznych dniach.

….Taka jesienna melancholia.


Gwiezdny Anioł

Taki niepewny,
Trochę skulony,
Bardzo radosny,
Lecz zamyślony.
Patrzy, spogląda,
Rusza ustami,
Uśmiech na twarzy
Wyraża oczami.
Daje Ci siłę
Mocą granatów,
Błyszczy, jak gwiazda
Znad górskich światów.
Zaraz odfrunie,
W niebo odleci,
Zaś swoją sławą
Światło rozniesie.
Obdarzy miłością,
Otuchy doda,
Swoją wolnością
Szczęście zapoda.

Każdy anioł, którego tworzę ma jakąś swoją historię. Anioł gwiezdny przyszedł do mnie wraz z wierszem, pewnej wiosennej nocy. Zostawił siebie na drewnie jak odbicie lustrzane i słowa w głowie przelane w pośpiechu na kartkę, by nie uciekły. Mam nadzieję, że mój Gwiezdny Anioł trafi w dobre ręce. W raz z sobą przyniesie otuchę i miłość.   Do kupienia zaraz po tym jak nacieszy moje oczy. Zainteresowanych zapraszam do kontaktu 🙂

gwiezdny anioł

Panie Boże! Gdyby na niebie była gala…

Panie Boże!
Gdyby na niebie
Była gala
To osobiście bym Cię
Nagrodziła oskarem.
No bo reżyser
Z Ciebie niesamowity
Scenariusz Tajemnicą spowity,
Role przeciętne
Lub pierwszoplanowe
Czasem spokojne
Lecz czasem szalone
Podkład muzyczny
Z życia wzięty
Czasem wesoły
Lecz czasem napięty.
Jednak w tym kinie morał na pierwszym miejscu
By miłość Zamieszkała w naszym sercu.

Mam cudny czas, w głowie pomysłów mnóstwo i sama nie wiem na co mam wydawać swoją energię, żeby nie zmarnować tego daru. Ale co mi tam. Niech się marnuje, póki sił dużo trzeba energię wypuszczać. No i w ramach wypuszczania mój najnowszy wiersz…


O Aniołku Mniszku Wiersz

Wsŕod zielonych drzew
Na wyschniętej trawie
Siedzą Mniszki wesołe,
Spoglądają łaskawie.

O Aniołku Mniszku wiersz

Dlaczego nie robię diabłów

Namawiają mnie przyjaciele – Marysia, dla równowagi w przyrodzie zrób parę diabłów, nie tylko anioły przecież chodzą po świecie bo,  żeby wiedzieć czym jest dobro, zło być też musi. Zresztą nie taki diabeł straszny jak go malują. W bieszczadzkich legendach diabły Czadami zwane nie były do końca takie złe.

Mnie jednak malowanie biesów nie wychodzi. Nie pasują one do mnie i mojego charakteru. Zawsze spod ołówka lub farby jakaś pokraczna istota wychodzi, której bliżej rusałce aniżeli diabłu. Gdy stawiam taki rysunek czy figurkę obok mojej anielskiej sfory czort psuje kompozycję, jakby wyraźnie dawał mi do zrozumienia – hej Mariczka nie pasuję tu – ty mnie w świat wygnaj, na wolność. Po co zatem takie biesy robić skoro one nie diabelskie, po co zło w drogę wypuszczać? Diabłów zatem nie będzie, chociaż uwierzcie, próbowałam. W zwrotkach wiersza jedynie uwięzione niech sobie te Belzebuby i Lucyfery pozostaną…

Znacie diabły te bieszczadzkie
Legendarne i kozackie?
Przyciągają swoją mocą
Gdy czarują gwiezdną nocą.
Przepędzone w lasy, bagna
Czasem kłócą się jak dawniej.
Przy ognisku w tle gitary
Bies się cieszy swoją sławą.
Lecz powstaje równowaga
Gdy Czad chroni i pomaga.
Dawno temu oszalały
Gdy anioły zamieszkały.
Gdy śpiewają pieśni swoje
Wszystko staje się zielone.
Wędrowników o poranku
Przywitają na przystanku.
Tam na górze, na wolności
Jesteś aniołowym gościem.
Noc zostawmy biesom, czadom,
Niech obdarzą swoją radą.
Znajdź tu spokój i natchnie,
Szlak do szczęścia i marzenie.
Tak się składa…o Bieszczadach
Można długo opowiadać.
Każdy znajdzie tu swój azyl
I powróci wiele razy.


```