Podsumowanie roku 2018. Czas, w którym rozprostowałam skrzydła

Podsumowanie roku 2018

Siedzę dziś przy oknie, patrząc na bieszczadzkie góry, które o każdej porze roku wyglądają inaczej, a jednak zawsze dają to samo poczucie spokoju i inspiracji. Często wracam myślami do momentów zwrotnych w moim życiu, a rok 2018 zapisał się w mojej pamięci jako ten absolutnie wyjątkowy. Choć od dwunastu lat prowadzę moją małą, ukochaną kwiaciarnię w Ustrzykach Dolnych i każdego dnia staram się budować swój własny, intymny świat pełen aniołów, to właśnie ten czas przyniósł mi najwięcej pozytywnych zmian. To moje osobiste podsumowanie roku 2018 – czasu odwagi, nauki i wielkiej wiary w to, że marzenia naprawdę się spełniają.

Narodziny marki w sercu Bieszczad

Wszystko zaczęło się od kroku, który dla wielu wydaje się oczywisty, ale dla mnie był skokiem na głęboką wodę. Po raz pierwszy w życiu postawiłam na reklamę. Pamiętam te długie, mroźne, zimowe wieczory, gdy za oknem hulał bieszczadzki wiatr, a ja w cieple domowego ogniska zastanawiałam się, jak nazwać to, co kocham najbardziej. Chciałam, aby nazwa była jak uścisk przyjaciela: ciepła, zapadająca w pamięć i niosąca w sobie ducha naszych gór.

Jak połączyć miłość do tych skrzydlatych istot z dzikością i spokojem Bieszczad? Myślałam o tym godzinami, aż w końcu poczułam to całą sobą: tak powstała Bieszczadzka Aniołomania. Gdy tylko założyłam stronę na Facebooku i opublikowała pierwsze posty, wasza reakcja przeszła moje najśmielsze oczekiwania. Wasze zainteresowanie, każde dobre słowo i każde „lubię to” utwierdziło mnie w przekonaniu, że moja pasja ma głęboki sens. To wy daliście mi siłę, by iść dalej i stworzyć coś trwałego.

Wyzwania w cyfrowym świecie i anielska cierpliwość

Kolejnym etapem była strona internetowa, sklep i blog. Muszę wam się do czegoś przyznać, z komputerem od zawsze byłam nieco na bakier. Technologia to dla mnie kraina bardziej tajemnicza niż połoniny w gęstej mgle. Długo zwlekałam z tą decyzją, czując, że nie jestem gotowa na tak duży krok w cyfrowy świat. Jednak dzięki nieocenionej pomocy moich przyjaciół niemożliwe stało się możliwe.

Moje podsumowanie roku 2018 nie byłoby pełne bez wspomnienia o wyzwaniach edukacyjnych. Uczenie się obsługi sklepu internetowego było dla mnie lekcją wielkiej pokory. Przy wsparciu Wioletty Pasionek oraz Małgorzaty Ludwiczuk, moje „centrum dowodzenia” zaczęło działać. Dziewczyny wykazały się ogromną cierpliwością, a ja zrozumiałam, że nauka nie idzie w las, a człowiek uczy się przez całe życie, nawet jeśli jego naturalnym środowiskiem jest las i zapach świeżego drewna, a nie ekran monitora.

Oficjalna marka i patent na marzenia

Mijający rok był niezwykle pracowity. Po kilku latach przerwy, z nową energią wróciłam na lokalne targi, festiwale i imprezy. Spotkania z wami twarzą w twarz, te krótkie rozmowy przy stoisku, są dla mnie najważniejszym paliwem do dalszej pracy. Wyjechałam też z moimi aniołami dalej w Polskę, poszerzając horyzonty i sprawdzając, jak bieszczadzki klimat odnajduje się w innych regionach.

Jednym z najważniejszych sukcesów, który z dumą wpisuję w to podsumowanie roku 2018, było opatentowanie Bieszczadzkiej Aniołomanii wraz z jej produktami w Urzędzie Patentowym. Czekanie na decyzję było długie, ale radość z posiadania certyfikatu jest bezcenna. To nie tylko formalność, to dowód na to, że nasze produkty zyskały markę, która jest teraz prawnie chroniona. W tym samym roku powstało też nasze logo. Jako typowa „Zosia Samosia”, musiałam narysować je sama. Dzięki temu teraz każda pamiątka opuszczająca moją pracownię jest sygnowana autentycznym znakiem, który stworzyłam z miłości do detali.

Team Marysia i nowy początek

Nie byłoby mnie tutaj, gdyby nie mój wspaniały zespół: „TEAM MARYSIA”. To ludzie, którzy wierzyli we mnie nawet wtedy, gdy ja sama miałam chwile zwątpienia. Chcę gorąco podziękować wszystkim moim przyjaciołom z Ustrzyk Dolnych, z którymi dzielę codzienność, pasję i trudy rzemieślniczego życia. Dziękuję za waszą obecność w moim centrum dowodzenia i za każde wsparcie w codziennych obowiązkach.

Czuję, że 2018 rok stał się moim nowym początkiem. To był moment, w którym w końcu wyprostowałam skrzydła i poczułam, że mogę latać. Teraz zostaje mi już tylko wzbijać się coraz wyżej, pielęgnować tę wieloletnią pasję i dzielić się z wami anielską energią, którą niosą Bieszczady. To był dobry rok, pełen fundamentów pod to, co budujemy dzisiaj.

Czego i Wam życzę – odwagi w rozwijaniu własnych skrzydeł.

Trzymajcie się ciepluto!

```