Dusiołki bieszczadzkie – legendy, które ożywają w drewnie

Dusiołki biedzczadzkie

Wiele złego o dusiołkach napisano w starych księgach i powtarzano w ludowych podaniach z innych części kraju. Mówiono o nich z lękiem, że złośliwe, że dech w piersiach zapierają i szczęście z człowieka niczym rosę z liści wysysają.

Szeptano, że jak się taki upiór raz uczepi nieszczęśnika, to już nic dobrego go w życiu spotkać nie może. Ale uspokoję Was od razu, to nie te nasze dusiołki. U nas, w bieszczadzkiej głuszy, te stworzenia grają zgoła inną rolę, a dusiołki bieszczadzkie i legendy o nich mają w sobie więcej ciepła niż niejeden wiejski zapiecek.

W moich ukochanych Bieszczadach dusiołek to nie zmora, lecz sprzymierzeniec. Ludziska po wioskach od pokoleń gadają, że te niepozorne istotki potrafią w życiu pomóc bardziej, niż mogłoby się wydawać. Nie są to jednak duchy, które spotkasz na każdym kroku i trzeba wiedzieć, gdzie szukać ich mocy i jak zaprosić je pod swój dach.

Magia zaklęta w korzeniu i pędzlu artysty

Różnorakie talizmany przedstawiające te stwory można spotkać na lokalnych targach, wystawione na drewnianych ławach przez ludowych artystów. To rzeźbiarze, którzy zdają się mieć tajemne konszachty z siłami nadprzyrodzonymi. Oni nie po prostu rzeźbią w drewnie; oni uwalniają dusiołka, który od wieków drzemał w pokręconym kawałku korzenia czy sękatym pniu olchy.

Każdy taki dusiołek, powieszony na szyi na rzemyku, niesie ze sobą inną obietnicę. W bieszczadzkich wierzeniach każdy ma swoje imię i specjalizację, niczym dawni patroni rzemiosł. Spotkacie więc Dobrzanka, który pilnuje dobrobytu w zagrodzie, oraz Jasienia, o którym szeptano, że przynosi niebywałe wręcz szczęście do kobiet. Dla tych, którym wiecznie brakuje grosza, przeznaczony jest Beskidnik, a gospodarze dbający o inwentarz szukają Zmolniczki (od bydła) lub Moklika (opiekuna koni).

Są też dusiołki o bardziej fantazyjnych zadaniach. Połoninka pilnuje, by głowa pozostała mocna nawet przy najcięższym bieszczadzkim alkoholu, Kończyk chroni przed chorobami i niespodziewanie zsyła dar pisania wierszy, a Zubeńko otwiera serce i dłoń na najpiękniejszą muzykę.

Tajemnica czerwonej chusty i darowanej bułki

Tradycja bieszczadzka jest jednak przewrotna. Mówi ona, że dusiołków nie wolno było trzymać przy sobie zbyt długo, bo ich skondensowana moc po pewnym czasie mogła zacząć ciążyć i przynosić pecha. Stary sposób na „odświeżenie” losu był niezwykle osobliwy. Dusiołka należało owinąć w czerwoną, kwietną chustę, włożyć do środka wydrążonej, świeżej bułki i ukradkiem podrzucić komuś innemu lub sprzedać przekupie na targu, najlepiej w środę.

Wtedy magia przechodziła na nowego właściciela, a stary właściciel mógł się swobodnie cieszyć powodzeniem w swojej dziedzinie. To takie nasze, lokalne przekazywanie dobrej energii, choć podszyte odrobiną sprytu i wiejskiego humoru.

Istnieją jednak wyjątki. Są dusiołki, które zostaną z człowiekiem na długie lata i nie sprowadzą na domownika żadnego nieszczęścia. Jest jednak jeden twardy warunek: właściciel musi być człekiem zacnym. Musi z dobrocią podchodzić do zwierząt i ludzi, a przede wszystkim, musi głęboko szanować przyrodę. U takiego sprawiedliwego człowieka dusiołek potrafi przeżyć i siedemdziesiąt lat, dopóki mu się nie znudzi widok tego samego podwórka i nie ruszy dalej w świat, by szukać kolejnych dobrych dusz.

Nowi mieszkańcy Bieszczadzkiej Aniołomanii

Ostatnio w progach Bieszczadzkiej Aniołomanii również zagościły te niezwykłe istoty. To te dobre dusiołki: od powodzenia u bab, od zdrowia, od powstrzymywania chorób i od codziennej szczęśliwości. Wyszły one spod ręki niezwykłego artysty, który nie szuka poklasku, lecz górskich stworów ukrytych w korzeniach starych drzew.

On znajduje tylko te „dobre”, te, które poszukują harmonii we wszechświecie i chcą nieść wsparcie ludziom. Każdy z nich jest niepowtarzalny i charakterny. Jeden ma nos dłuższą chwilę ciosany przez wiatr, inny oczy bystre jak u sokoła. Ich kształt i wielkość zależą wyłącznie od korzenia, pod którym spędziły swoje poprzednie życie w głębokim, bieszczadzkim lesie.

Nie zwlekajcie więc, moi mili. Jeśli czujecie, że w Waszym życiu przydałoby się trochę tej starej, dobrej magii, rozejrzyjcie się za swoim opiekunem. Kupujcie dusiołki od szczęścia, od zdrowia i te od gospodarnych bab, bo one najlepiej wiedzą, jak domowe ognisko utrzymać w cieple. W końcu dusiołki bieszczadzkie i legendy o nich to nic innego, jak przypomnienie, że dobro wraca do nas w najmniej oczekiwanych postaciach – czasem nawet pod postacią uśmiechniętego kawałka drewna.

```