Bieszczadzka Aniołomania: krótko o tym, skąd się wzięłam

Maria Romanów historia Bieszczadzkiej Aniołomanii- skąd się wzięłam

Nazywam się Marysia, choć dla tych, którzy skradli kawałek mojego serca – a moi przyjaciele robią to nadzwyczaj skutecznie – jestem po prostu Mariczką. Moja droga do miejsca, w którym jestem dzisiaj, nie była krótka, ale każdy jej kilometr był wart przebycia. Choć moje korzenie sięgają brukowanych uliczek starego, dostojnego i niezmiennie pięknego Lwowa, to właśnie tutaj, w dzikich i nieokiełznanych Bieszczadach, odnalazłam swój prawdziwy dom. To tutaj, wśród mgieł otulających połoniny, moja dusza postanowiła rozbić obóz na stałe. I to właśnie tu, w ciszy przerywanej jedynie trzaskiem drewna w kominku, narodziła się Bieszczadzka Aniołomania.

Zawsze powtarzam, że Bieszczady nie tylko dają schronienie, ale przede wszystkim otwierają głowę. To tutaj przychodzą do mnie wszystkie te pomysły na dekorowanie świata, które później zamieniam w drewniane postaci czy kolorowe obrazy. Czuję, że to miejsce mnie wybrało, a ja z wdzięcznością przyjęłam to zaproszenie.

Od lwowskich goździków do pasji tworzenia

Moja przygoda z pięknem zaczęła się jednak znacznie wcześniej niż pierwszy spacer po bieszczadzkich szlakach. Odkąd tylko sięgam pamięcią, w moich dłoniach zawsze musiało się coś dziać. Miałam w sobie tę niepohamowaną, dziecięcą wręcz potrzebę, by coś upiększać, odnawiać, malować czy zmieniać. Patrzyłam na przedmioty, które inni uznawali za bezużyteczne, i widziałam w nich uśpione życie. Chciałam nadawać im nową wartość, drugą szansę, by znów mogły cieszyć czyjeś oko.

Początkowo myślałam, że moją drogą będą kwiaty. Rośliny fascynowały mnie swoją ulotnością i doskonałością formy. Jako mała dziewczynka, zamiast biec po lekcjach prosto do domu, potrafiłam godzinami stać pod osiedlowym kioskiem z kwiatami. Patrzyłam na ręce pani kwiaciarki jak na dłonie czarodziejki. Z czasem, ku mojej ogromnej radości, ta pozwoliła mi pomagać. Wiązałam zatem wstążeczki na goździkach, czując się najważniejszą osobą na świecie. Chłonęłam każdą książkę o układaniu ikebany, jaką udało mi się zdobyć. Sklepy plastyczne i księgarnie były dla mnie krainami czarów, o wiele ciekawszymi niż place zabaw. To właśnie z tej miłości do natury powstała moja pierwsza kwiaciarnia, która była wstępem do mojej artystycznej drogi.

Jak bieszczadzkie anioły skradły moje serce

Z biegiem lat moje pasje zaczęły ewoluować, niczym pory roku w górach. Odkryłam w sobie pokłady niespożytej energii do zagospodarowywania tego, co inni odrzucali: ścinków materiałów, skrawków koronek, kawałków drewna. Czułam, że w tych drobiazgach drzemie jakaś magia. I tak, pewnego dnia, na kawałku starej sklejki, pojawił się pierwszy anioł. Miał włosy z konopnego sznurka i rozwianą sukienkę pomalowaną w radosne stokrotki. Nie był idealny, ale miał w sobie to „coś”: duszę, którą tchnęły w niego Bieszczady.

Wraz z aniołami w mojej pracowni zaczęły pojawiać się inne „stworzenia boskie”. Drewniane kotki o wyciągniętych grzbietach, kolorowe ptaszki, które zdawały się za chwilę odlecieć z deski, i delikatne motyle. To był czas wielkiego przełomu. Wtedy też przyszła do mnie głęboka fascynacja kulturą cerkwi. Mistycyzm ikon, spokój bijący z twarzy świętych i surowość drewna połączyły się w mojej twórczości. Zaczełam malować pierwsze obrazy na starych deskach, inspirowane sztuką ikonopisarską, starając się oddać choć cząstkę tej niezwykłej, bieszczadzkiej duchowości.

Bieszczadzka Aniołomania – zapraszam Cię do mojego świata

Dzisiaj malarstwo, tworzenie drewnianych aniołów oraz bukieciarstwo stanowią jedność w moim życiu. Nie potrafiłabym wybrać jednej ścieżki, bo wszystkie one wypływają z tego samego źródła. Moja głowa wciąż przypomina kłębowisko nici. Jest pełna nowych projektów, pomysłów na warsztaty i wizji, które tylko czekają, by przelać je na drewno czy płótno. Bieszczadzka Aniołomania to nie tylko nazwa, to stan mojego ducha i sposób, w jaki patrzę na rzeczywistość.

Chciałabym zaprosić Cię w podróż po moich pomysłach. Na tym blogu będę dzielić się z Tobą procesem tworzenia. Czasem pokażę Ci krok po kroku, jak ze zwykłej deski wydobyć anielskie skrzydła, byś mogła sama spróbować swoich sił w rękodziele. Innym razem będę po prostu snuć opowieści, które – mam nadzieję – zainspirują Cię do odnalezienia własnej pasji.

Będzie mi niezwykle miło, jeśli od czasu do czasu zajrzysz tutaj, usiądziesz ze mną wirtualnie przy kubku ciepłej herbaty i dasz się zaprosić do świata, gdzie anioły chodzą po bieszczadzkich połoninach.

Do zobaczenia zatem już wkrótce w moim kolorowym świecie!

Twoja Marysia od Aniołów

 

```