Dziś świętuję urodziny miejsca, które budowałam przez dwie dekady. To właśnie 6 marca 2006 roku, w małym kiosku przy głównej ulicy Ustrzyk Dolnych, tuż obok Parku pod Dębami i dworca, otworzyłam swoją pierwszą kwiaciarnię. Ten skrawek świata przez lata kształtował moje pasje, twórczość i talenty.
Choć fundamenty mojej pracy sięgają dzieciństwa, to właśnie ten niepozorny kiosk stał się przestrzenią, w której od pierwszego dnia mogłam pokazywać swoje umiejętności. Już wtedy czułam, że chcę połączyć surowy, bieszczadzki klimat z delikatnością kwiatów, rękodziełem i autentycznymi pamiątkami.
Spis treści
Od lwowskich koralików do bieszczadzkiego drewna
Moja droga zaczęła się od precyzji. Ze szkoły we Lwowie przywiozłam miłość do gerdanów i krywulek. Pamiętam godziny spędzone na tkaniu misternych wzorów. Z czasem rytm pracy się zmienił, a koraliki choć dziś służą głównie dzieciom podczas moich warsztatów, to wciąż przypominają mi o tamtych początkach. Szybko poczułam, że Bieszczady domagają się czegoś trwalszego, dlatego do kwiaciarni wprowadziłam drewniane pamiątki.
A potem… potem wydarzyło się spotkanie, które zmieniło wszystko.
Z miłości do Aniołów…
Wiele lat temu, kiedy Bieszczadzkie Anioły poznały mnie na swoim Festiwalu, dostrzegając moją ogromną pasję, twórczość i talent, postanowiły powierzyć mi ważną misję. Otoczyły mnie swoją opieką, obdarzyły mnie swoją miłością, pozwoliły mi tworzyć ich nowe oblicze w drewnie i ceramice, pisać wiersze, a przede wszystkim rozkochały mnie w Bieszczadach. W zamian stworzyłam dla nich własny dom w stolicy Bieszczad – Ustrzykach Dolnych. Włożyłam w niego całe swoje serce i ogrom pracy.
Z miłości do poezji…
Mało kto o tym wie, bo nigdy wcześniej o tym nie pisałam: poezja towarzyszy mi od dziecka. Czasami wena przychodziła tak nagle, że nie pozwalała zasnąć, musiałam wstać i natychmiast zapisać myśli, by nie uciekły wraz ze świtem.
Mój literacki debiut miał miejsce jeszcze we Lwowie, na łamach gazety „Wysoki Zamek”. Napisałam wtedy wiersz poświęcony Igorowi Biłozirze, wybitnemu artyście, którego tragiczna śmierć wstrząsnęła miastem. Moje słowa zaczęły też żyć w muzyce. Jako siedemnastolatka napisałam tekst „Ja namaluję”, do którego kolega mojego kuzyna wraz z zespołem „ЯКА ІСНУЄ” stworzył piosenkę. Do dziś, gdy jej słucham, zastanawiam się, jak udało mi się wtedy ubrać te emocje w słowa.
Dwie dekady tworzenia
W Polsce początki mojego pisania bywały różne, ale z biegiem lat słowa płyną coraz swobodniej. Nie staram się na siłę łączyć wszystkich pasji, one po prostu naturalnie przenikają się w mojej codzienności.
I tak oto już od 20 lat tworzę i maluję, a od 6 lat z radością odkrywam glinę. Bieszczadzkie Anioły nieustannie podsuwają mi nowe pomysły. Dziękuję, że jesteście częścią tej podróży

