Za oknem świat powoli zwalnia, otulony grubą, białą pierzyną. Bieszczadzkie szczyty zniknęły pod czapami śniegu, a mróz zaczął malować na szybach misterne wzory, jakich nie powstydziłby się żaden artysta. Dla wielu to czas odpoczynku, ale w mojej anielskiej pracowni to moment, w którym serce bije najmocniej. Wielkimi krokami zbliżają się święta, a to nieomylny znak, że nadszedł czas na solidne przygotowania. Moje bożonarodzeniowe aniołki już nie mogą doczekać się, aż rozwiną skrzydła i polecą prosto do Waszych domów.
W każdym zakątku mojego warsztatu wre praca. Czasem mam wrażenie, że pracujemy tu nie na dwie, ale na cztery, sześć, a nawet osiem rąk! Proces narodzin anioła to prawdziwy rytuał. Zaczynamy od surowego drewna, które trzeba z miłością wyciąć, dokładnie oszlifować, by było gładkie jak tafla lodu na potoku, a potem natchnąć je życiem. Malujemy, ozdabiamy, dodajemy drobne detale, które sprawiają, że każdy z nich jest jedyny w swoim rodzaju. Wieczorami, gdy gaszę światło, czuję się, jakbym właśnie opuszczała prawdziwą manufakturę Świętego Mikołaja. Wyobrażam sobie, że te wszystkie małe elfy, o których czytaliśmy w bajkach, czują dokładnie to samo zmęczenie przemieszane z ogromną satysfakcją.
Spis treści
Zapach jedliny i bieszczadzka herbata
Mój warsztat o tej porze roku zmienia się nie do poznania. Przypomina anielską kuchnię, w której zamiast mąki używamy brokatu, a zamiast lukru lśniących farb. W powietrzu unosi się aromat, który jest dla mnie kwintesencją grudnia. To zapach świeżych gałązek jedłowych, przygotowanych do świątecznych dekoracji, który miesza się z wonią gorącej herbaty. Na stole, pośród słoiczków z farbami i pędzli, zawsze stoi mój ulubiony kubek z naparem z miodem i imbirem. To on rozgrzewa dłonie i pozwala na chwilę refleksji między jednym a drugim pociągnięciem pędzla.


W tym skupieniu, gdy za oknem świszcze bieszczadzki wiatr, pochylam się nad każdą figurką. Delikatnym pędzelkiem, niemal wstrzymując oddech, dorysowuję rzęsy i subtelne uśmiechy. Chcę, aby te bożonarodzeniowe aniołki patrzyły na Was z miłością. Każda kreska to moja modlitwa o Wasz spokój i radość przy wigilijnym stole. To nie jest masowa produkcja, to rozmowa z drewnem, które w moich rękach zamienia się w opiekuna domowego ogniska.
Prezent, który niesie uśmiech
Często pytacie mnie, czy nie czuję się zmęczona tym przedświątecznym maratonem. Odpowiadam wtedy z uśmiechem: nie, ani trochę! Napędza mnie myśl o tym, że te małe, skrzydlate istoty staną się częścią Waszych najważniejszych chwil. Świadomość, że moje bożonarodzeniowe aniołki będą cieszyć oko kogoś, kto potrzebuje otuchy, daje mi niesamowitą energię do działania.
Zbliżają się mikołajki a to idealna okazja, by obdarować kogoś bliskiego czymś więcej niż tylko przedmiotem. Taki niedrogi, a jednocześnie osobisty i indywidualny prezencik w postaci niebiańskiego stworka potrafi zdziałać cuda. Widzę to często w Waszych oczach, gdy odwiedzacie mój sklepik. Rozświetlić choćby jedną smutną twarz aniołkiem Cyprysikiem, to dla mnie misja bezcenna. Aby wywołać uśmiech na czyimś obliczu, naprawdę nie trzeba wielkich gestów. Wystarczy drobiazg wykonany z pasją, który mówi: „myślę o Tobie”.


Niech anielska obecność zagości w Waszych domach
Moje bożonarodzeniowe dzieła są już gotowe, by wyruszyć w świat. Każdy z nich niesie w sobie cząstkę bieszczadzkiej dzikości i spokoju naszych lasów. Mam nadzieję, że spotkamy się na Waszych pięknie udekorowanych choinkach, pośród bombek, łańcuchów i migoczących światełek.
Zapraszam Was serdecznie do mojego sklepu, abyście mogli sami poznać te skrzydlate charaktery. Niech mój duch, zaklęty w Aniołku Cyprysiku, Aniele Jemioły i wielu innych moich towarzyszach, towarzyszy Wam przez całe święta. Wierzę, że te bożonarodzeniowe aniołki przyniosą do Waszych domów taką samą radość, jaką ja czuję, tworząc je dla Was każdego mroźnego poranka.
Do zobaczenia przy choince!
Wasz świąteczny elf – Marysia 🙂

