Nastał ten szczególny moment, w którym czas w Bieszczadach zdaje się na chwilę wstrzymywać oddech. Ustrzyckie uliczki, jeszcze niedawno tętniące życiem, gwarem rozmów i tupotem stóp ciekawskich wędrowców, nagle opustoszały. Turystyczny szczyt minął, zostawiając po sobie kojącą ciszę i zapach wilgotnego lasu, który powoli wkrada się do miasta. Dla wielu to koniec sezonu, ale dla mnie to początek czegoś niezwykłego. Jesień w Bieszczadzkiej Aniołomanii to pora roku, która karmi duszę barwami, jakich nie znajdziecie nigdzie indziej na świecie.
Patrzę na pustoszejące chodniki z uśmiechem i spokojem w sercu. To było naprawdę dobre lato. Intensywne, pełne pracy, ale przede wszystkim nasycone spotkaniami, które zostają w człowieku na zawsze. Moja malutka pracownia stała się świadkiem tylu pięknych historii, że momentami miałam wrażenie, iż ściany niosą w sobie echa Waszych śmiechów i wzruszeń.
Spis treści
Anielski przystanek pełen dobrej energii
Chciałam z całego serca podziękować każdemu z osobna oraz wszystkim, którzy zdecydowali się przekroczyć próg mojego anielskiego królestwa. Tyle ciekawych osób przewinęło się przez ten nasz wspólny, bieszczadzki zakątek! Każdy z Was przyniósł ze sobą cząstkę swojej historii, a zostawił morze życzliwości i pozytywnej energii. Ta maleńka przestrzeń sklepu-galerii, choć skromna w swoich metrach, stała się gigantycznym magazynem dobra.
Wasze słowa otuchy, te wszystkie „dobrze, że jesteś” i zachwyty nad moją anielską zgrają, są dla mnie paliwem, którego nie da się kupić za żadne skarby. Widząc tę niesamowitą energię płynącą od ludzi, których miałam zaszczyt poznać, zyskałam absolutną pewność: wszystko się uda. Może nie wydarzy się to dzisiaj, może nie jutro, ale ta przyszłość, o której marzę, jest już na wyciągnięcie ręki. Dzięki Wam wiem, że droga, którą wybrałam, ma najgłębszy sens.
Gdy góry zmieniają szaty – inspirująca jesień w Bieszczadzkiej Aniołomanii
Przede mną teraz ta najpiękniejsza, urokliwa bieszczadzka jesień. Malowana wszystkimi kolorami tęczy, od głębokich złocieni, przez soczyste pomarańcze, aż po krwiste czerwienie buków. To najbardziej inspirująca artystycznie pora roku, jaka może spotkać twórcę. Nadchodzi wielkimi krokami, a ja już czuję to charakterystyczne mrowienie w dłoniach. Wiem, że ten czas będzie obfitował w nowe projekty, które już teraz domagają się uwagi.
W mojej głowie powoli rozpościerają skrzydła jesienne anioły. Mają w sobie spokój bieszczadzkich połonin i ciepło herbaty pitej przy kominku. Czekajcie na nie cierpliwie, bo wkrótce nastąpi pierwsza odsłona tej nowej kolekcji. Energii po letnich miesiącach zostało mi mnóstwo. Moje wewnętrzne akumulatory są naładowane po same brzegi (a nawet rzekłabym, że po same Brzegi Górne…), czekając tylko na moment, by ruszyć z anielskiego kopyta.
Cisza, która budzi nową twórczość
Ten moment przejścia, gdy letni upał ustępuje miejsca rześkim porankom, ma w sobie coś z misterium. W Bieszczadach ta zmiana jest niemal namacalna, czuć ją w gęstszej mgle ścielącej się nad Strwiążem i w szeleście liści, które zaczynają swoją powolną drogę ku ziemi. Dla artysty ta cisza po sezonie nie jest pustką, lecz przestrzenią, którą trzeba wypełnić nową treścią. To właśnie teraz, gdy telefon dzwoni rzadziej, a za oknem pracowni słychać jedynie kojący szum drzew, rodzą się pomysły najbardziej szczere i płynące prosto z głębi duszy. Ten czas „pomiędzy” pozwala mi przemyśleć każdy ruch pędzla i każde pociągnięcie dłuta. To chwile, gdy mogę usiąść z filiżanką parującej kawy i po prostu patrzeć, jak światło zmienia swój kąt, kładąc się złotym pasem na niedokończonych jeszcze figurkach. W tej ciszy każde spotkanie z Wami, którzy odwiedzicie mnie teraz, w tym spokojniejszym czasie, będzie miało jeszcze bardziej intymny charakter.
Od marzeń do realnych projektów
To lato było pod wieloma względami wyjątkowe. Przyniosło wiele nowości, zarówno w mojej głowie, jak i w samym sklepie oraz w życiu prywatnym. Plany, które jeszcze niedawno tliły się jedynie jako nieśmiałe marzenia, zaczęły nabierać realnych kształtów. Dziś to już nie tylko sny, ale konkretny projekt, który zamierzam realizować krok po kroku, z dbałością o każdy szczegół.
Czuję ogromną wdzięczność, że mam Was przy sobie. Z pomocą moich wiernych Przyjaciół i Was, którzy zaglądacie tu regularnie, wiem, że każdy plan zamienię w rzeczywistość. Bieszczady uczą cierpliwości, ale też dają siłę, by sięgać po niemożliwe.
Na koniec muszę wspomnieć o czymś jeszcze. Ilustracją dzisiejszego wpisu jest zdjęcie wykonane „po przyjacielsku”. Jego autorem jest Zdzisław Mołodyński – artysta niezwykle zacny i zdolny fotografik, który potrafi uchwycić duszę Bieszczad w jednym kadrze. Dziękuję Ci, Zdzisławie, za Twoje oko i serce do fotografii.
Zostawiam Was z tą jesienną nadzieją i zapraszam do wspólnego śledzenia tego, co przyniosą najbliższe tygodnie. Bądźcie blisko, bo w Bieszczadzkiej Aniołomanii anioły nigdy nie śpią, one tylko zmieniają kolory skrzydeł na jesienne.

