Malowanie wielkanocnych zająców – jak harcerze sprowadzili wiosnę do Aniołomanii

Maria Romanów historia Bieszczadzkiej Aniołomanii- skąd się wzięłam
Malowanie wielkanocnych zająców – jak harcerze sprowadzili wiosnę do Aniołomanii

No i mamy święta… a właściwie to już prawie po nich. Za oknem świat wiruje w swoim tempie, a ja w tym roku niemal dałam się porwać przedświątecznemu „szałowi” przygotowań i projektów, które spiętrzyły się na moim biurku jak zaspy w lutym. Czas uciekał przez palce tak szybko, że zabrakło go nawet na spisanie relacji z kolejnego, niezwykłego projektu szkoleniowego, który miałam przyjemność poprowadzić. Ale wiecie, co mówią w górach – co się odwlecze, to nabierze mocy. Dziś, przy herbacie, chcę Wam opowiedzieć, jak to się stało, że w tym roku zamiast aniołów, moją pracownię opanowało radosne malowanie wielkanocnych zająców.

Plan, który legł w gruzach (na szczęście!)

Muszę Wam się do czegoś przyznać. W tym roku w Bieszczadzkiej Aniołomanii Świąt Wielkanocnych… miało nie być. No, może nie tak dosłownie, ale planowałam całkowicie pominąć etap dekoratorsko-przygotowawczy. Ilość projektów, które obecnie prowadzę, skutecznie odebrała mi przestrzeń na wymyślanie wyrafinowanych stroików czy skomplikowanych pisanek. Po tej długiej zimie, która wszystkim nam mocno dała się we znaki, marzyłam tylko o jednym: żeby do naszej mini-galerii jak najszybciej zawitała wiosna i została w niej na stałe.

Dodatkowo, goniły mnie względy czysto praktyczne. Wiedziałam, że za chwilę rusza „druga noga” mojej działalności – dekoracje kościołów na śluby, chrzty i komunie. Czułam, że gdy ruszy ten sezonowy kołowrotek, na żadne zmiany w wystroju nie będzie już czasu. Los miał jednak wobec mnie inne plany, a ich imię brzmiało: „Bieszczadzki Trakt”.

Harcerska energia i zapach surowego drewna

W ramach mojej stałej współpracy z Bieszczadzkim Traktem – dla tych z Was, którzy nie wiedzą, to wspaniała stanica hufca harcerskiego w Ustrzykach Dolnych – dostałam zaproszenie. Zadanie? Poprowadzenie warsztatów z tworzenia dekoracji świątecznych. I w tym momencie mój dylemat „robić święta czy nie robić” rozwiązał się sam. Bo przecież do warsztatów trzeba się przygotować, a dzieci… dzieci to najbardziej wymagający odbiorcy. One fuszerki nie wybaczają!

Musiałam usiąść, wziąć głęboki oddech i zaprojektować coś, co skradnie ich uwagę. Tak właśnie narodziło się nasze malowanie wielkanocnych zająców. Ta prosta, drewniana forma stała się mostem między moim zabieganiem a dziecięcą radością tworzenia. Choć wielkanocny zając nie wywodzi się bezpośrednio z tradycji chrześcijańskiej, a do naszej ludowej obrzędowości dokicał dopiero w XVII wieku, to dla najmłodszych ma on znaczenie magiczne. W końcu kto inny, jeśli nie on, przynosi te wszystkie ukryte w trawie słodycze?

Kiedy pędzel spotyka dziecięcą wyobraźnię

Spotkanie w hufcu było jak powiew świeżego, górskiego powietrza. Patrząc, jak mali artyści skupiają się nad każdą linią, jak dobierają kolory dla swoich uszatych bohaterów, przypomniałam sobie, po co to wszystko robię. Malowanie wielkanocnych zająców stało się pretekstem do rozmów, śmiechu i bycia razem. Każdy zając, który wyszedł spod ręki harcerza, był inny – jeden zawadiacki, drugi nieśmiały, jeszcze inny cały w kropki.

To właśnie te chwile sprawiły, że wiosna w końcu naprawdę zawitała do mojego serca. Nie w wymuskanych dekoracjach z katalogu, ale w tych niedoskonałych, pełnych pasji pociągnięciach pędzla. Zobaczcie zresztą sami na zdjęciach, jak świetnie bawiliśmy się, dekorując te uszate symbole wiosny. Ta energia jest nie do podrobienia!

Zaproszenie do bieszczadzkiego stołu

Dziękuję serdecznie hufcowi w Ustrzykach Dolnych za to zaproszenie. Czuj, czuj, czuwaj i mam nadzieję – do zobaczenia na kolejnych warsztatach! To spotkanie przypomniało mi, że nawet w największym pędzie warto znaleźć chwilę na wspólne tworzenie.

Jeśli czujecie, że Wasze dzieci (albo Wy sami!) potrzebujecie takiej twórczej odskoczni, jeśli marzy Wam się wspólne malowanie wielkanocnych zająców lub innych bieszczadzkich cudów u siebie, koniecznie dajcie mi znać. Moja pracownia i ja jesteśmy otwarci na nowe przygody i chętnie przywieziemy odrobinę tej anielskiej magii do Was.

Tymczasem wracam do moich pędzli, bo choć zające już pokicały w świat, to bieszczadzka wiosna dopiero się rozkręca. A w mojej głowie już kiełkują pomysły na kolejne spotkania.


Chcesz, aby Twoje dziecko przeżyło podobną przygodę z rękodziełem? Zobacz, jak wyglądają moje warsztaty malowania wielkanocnych zająców i skontaktuj się ze mną, by zorganizować takie zajęcia u siebie!

```