Za oknami bieszczadzka przyroda powoli budzi się z zimowego snu, a w mojej pracowni czuć już zapach nadchodzącej Wielkiej Nocy. Jednak w tym roku, jeśli zajrzycie do progu Bieszczadzkiej Aniołomanii, możecie być nieco zaskoczeni. Na moich półkach nie znajdziecie dziesiątek gotowych figurek przygotowanych specjalnie na święta. Nie wynika to z braku chęci do pracy, wręcz przeciwnie – w tym sezonie postanowiłam podejść do tematu zupełnie inaczej. Postawiłam na kreatywność osób, dla których terapia przez sztukę jest często najważniejszym głosem i jedyną drogą do pokazania światu swojej wrażliwości. Pozwólcie, że opowiem Wam o tym przy herbacie, prosto z serca…
Spis treści
Moc ukryta w pędzlu i kawałku drewna
Od dłuższego czasu największą radość sprawia mi nie tylko samo malowanie skrzydeł moich aniołów, ale uczenie innych, jak odnaleźć w sobie artystę. Wprowadzanie dzieci i dorosłych w tajniki dekoracji, pokazywanie, jak surowe drewno zmienia się pod wpływem barw, to dla mnie proces niemal mistyczny. Wierzę głęboko, że każdy z nas nosi w sobie unikalną wizję piękna, nawet jeśli jest ona głęboko skryta pod warstwą codziennych trudności.
Często jesteśmy uwięzieni w schematach i konwenansach, boimy się oceny otoczenia, a przecież wystarczy odrobina cierpliwości i zaufanie własnemu instynktowi, by spod naszych rąk wyszło prawdziwe, małe „arcydzieło”. Szczególnie mocno widać to u osób z niepełnosprawnością oraz u dzieci. Ich twórczość jest nieskażona potrzebą naśladowania innych. To, co tworzą, wypływa prosto z ich wnętrza, bez filtrów i masek. Właśnie dlatego tak bardzo cenię współpracę z ośrodkami gminnymi i powiatowymi – to tam terapia przez sztukę staje się rzeczywistością, a ja mam zaszczyt być jej częścią.
Co właściwie leczy sztuka i dlaczego to działa?
Wielu z Was pyta mnie, czy zwykłe malowanie drewnianych figurek może mieć realny wpływ na zdrowie i samopoczucie. Moja odpowiedź zawsze brzmi: tak, i to w sposób, którego nie zastąpi żadne słowo. Terapia przez sztukę, zwana profesjonalnie arteterapią, leczy przede wszystkim to, co niewidoczne dla oka. Pomaga w łagodzeniu napięć emocjonalnych i stresu, który w dzisiejszym świecie dotyka każdego z nas. Proces tworzenia pozwala na bezpieczne „wyrzucenie” z siebie lęków, smutku czy frustracji na kawałek drewna lub płótno.
Sztuka leczy również poczucie osamotnienia i niską samoocenę. Kiedy osoba, która na co dzień zmaga się z barierami, widzi, że jej dłonie potrafią stworzyć coś pięknego, co budzi podziw innych, zachodzi w niej ogromna zmiana. To leczenie poczucia bezradności. Praca manualna, taka jak malowanie czy ozdabianie, to także doskonały trening dla mózgu – poprawia koncentrację, koordynację ruchową i cierpliwość. W Bieszczadzkiej Aniołomanii widzę, jak pędzel staje się narzędziem komunikacji tam, gdzie brakuje słów.
Dla kogo jest arteterapia?
Często panuje błędne przekonanie, że terapia przez sztukę jest zarezerwowana wyłącznie dla osób z poważnymi schorzeniami. Nic bardziej mylnego. To droga otwarta dla każdego, kto czuje potrzebę wyciszenia lub odnalezienia nowej formy ekspresji. Oczywiście, jest ona nieoceniona w pracy z osobami z niepełnosprawnością intelektualną i ruchową, pomagając im w rehabilitacji i integracji społecznej.
Arteterapia to także wspaniałe narzędzie dla seniorów, którym pozwala zachować sprawność umysłową i towarzyską, oraz dla dzieci, u których wspiera naturalny rozwój emocjonalny. Jednak zapraszam na nią również osoby zdrowe, ale przebodźcowane, zmęczone pracą zawodową czy szukające nowej pasji. W Bieszczadach, wśród szumu drzew i w otoczeniu anielskich skrzydeł, każdy znajdzie przestrzeń na to, by poprzez kolor i formę zadbać o swoją higienę psychiczną.
Wielkanocne anioły pełne emocji
Podczas moich warsztatów, pod moimi drobnymi wskazówkami i przy skromnym wsparciu technicznym, uczestnicy powołują do życia wielkanocne anioły. Choć w ofercie takich zajęć znajdziecie stroiki, bieżniki czy misternie zdobione jaja, to właśnie drewniane, ręcznie malowane postacie budzą najwięcej emocji. Rozpiera mnie duma, gdy widzę, jak uczestnik, który początkowo niepewnie trzymał pędzel, nagle z błyskiem w oku nadaje swojemu aniołowi unikalne barwy.
To nie jest zwykłe malowanie figurek. To głęboka terapia przez sztukę, która daje poczucie sprawstwa. Często zdarza się, że prace stworzone podczas tych spotkań trafiają później na kiermasze, a zebrane środki wspierają codzienne życie osób z niepełnosprawnością. To domyka piękny krąg dobra: tworzenie pomaga twórcy, a efekt tej pracy pomaga społeczności.
Czy uczeń przerósł mistrza?
Zawsze jestem pod ogromnym wrażeniem prac, które powstają na moich oczach. Patrząc na te wszystkie wiosenne anioły i wielkanocne zajączki, czuję w sercu ten radosny niepokój – czy aby na pewno uczeń nie przerósł już mistrza? I wiecie co? To byłaby dla mnie największa nagroda. W Bieszczadzkiej Aniołomanii wierzymy, że rzemiosło ma moc uzdrawiania atmosfery, budowania więzi i dawania nadziei, która w czasie Wielkanocy jest nam tak bardzo potrzebna.
Zapraszam do współpracy wszystkie ośrodki terapii zajęciowej, domy kultury i instytucje, które chciałyby zaprosić swoich podopiecznych do świata bieszczadzkiego rękodzieła. Moje doświadczenie w prowadzeniu warsztatów to dla Was gwarancję satysfakcji uczestników. Zapewniam wszystkie niezbędne materiały: od farb i pędzli, po surowe, drewniane figurki aniołów, które tylko czekają, by ktoś opowiedział ich historię kolorami.
Jeśli czujecie, że w Waszym otoczeniu przydałaby się taka terapia przez sztukę, po prostu bądźmy w kontakcie. Razem stworzymy coś, co wykracza poza ramy zwykłej dekoracji i zostanie w sercach uczestników na bardzo długo.
Z tymi przemyśleniami pozostawiam Was na czas przedświątecznych przygotowań. Życzę Wam wszystkim prawdziwie wiosennych świąt, pełnych ciepła, tradycji i tej niezwykłej radości, którą daje tworzenie czegoś własnymi rękami. Niech misterium Zmartwychwstania przyniesie Wam spokój i nową energię do odkrywania własnej kreatywności.

