Rozsiądź się wygodnie, czytelniczko, tuż przy piecu, jeśli taki masz. Ogień wesoło trzaska, na zewnątrz hula wiatr, a ja opowiem ci historię, która od lat krąży po tutejszych bieszczadzkich dolinach. Historię, od której właściwie zaczęło się to moje lepienie biżuterii.
Od dawna mam słabość do polnych kwiatów. Sama wiesz, jak często wędruję po łąkach, zbieram te skarby lata i dekoruję nimi te nasze stare, urokliwe cerkwie na śluby. Ale kwiaty mają w sobie coś więcej niż tylko piękno. Mają magiczną moc, o której wspaniale pisał w zebranych bieszczadzkich legendach pan Andrzej Potocki. Z jego dawnych opowieści wiemy, że kiedyś po bieszczadzkich lasach i bezdrożach błąkały się Dusiołki.
Spis treści
Licho ukryte w rzepach
To nie były żadne wielkie, przerażające potwory. Ot, takie małe, natrętne licho, przypominające zakurzony kłębek rzepów. Najgorsze w Dusiołkach było to, że okropnie lgnęły do ludzi. Kiedy takie licho upatrzyło sobie człowieka, wskakiwało mu niepostrzeżenie na plecy, łapało się kurczowo ubrania i za nic na świecie nie chciało puścić. Z każdym dniem wysysało z nieszczęśnika radość i energię. Nogi stawały się ciężkie, ramiona opadały, a w głowie i sercu rozgaszczał się potworny smutek. Zwykłe odganianie ręką nic nie dawało, Dusiołek trzymał się niezwykle mocno.
Makowa chusta i sprytny podstęp
Ale nasze bieszczadzkie kobiety, mądre i zaradne, miały na to sposób. Wiedziały, że siłą nic nie wskórają i muszą użyć podstępu. Kiedy gospodyni widziała, że jej bliskich męczy to dziwne utrapienie, wyciągała ze skrzyni specjalną chustę. Musiała to być chusta wzorzysta, koniecznie w duże, czerwone maki, bo te kwiaty miały potężną, usypiającą moc. Baba podkradała się cichutko, łapała Dusiołka w makową chustę i szybko zawiązywała ciasny węzeł. Licho, otoczone polnymi kwiatami, momentalnie zasypiało. Tylko że potem taką chustę trzeba było komuś podrzucić, na przykład na wóz sąsiada albo zostawić na rozstajach dróg, żeby klątwa nie wróciła. Kto ją ze swej ciekawości rozwiązał, wypuszczał Dusiołka i brał cały ten smutek na siebie.
Amulety, które nigdy nie więdną
Zawsze uważałam, że to bardzo niesprawiedliwe tak podrzucać komuś kłopoty! Poza tym żywe kwiaty w końcu więdną, a zimą w ogóle ich nie ma, tymczasem licho nie śpi. I właśnie dlatego pewnego dnia pomyślałam sobie, że skoro Dusiołki tak panicznie boją się maków, to powinnam zamknąć tę chroniącą siłę w czymś, co przetrwa wszystko. Zdecydowałam, że ulepię amulety, które nigdy nie zwiędną.
Tak zrodziła się moja biżuteria. Siadam tu, w pracowni, biorę do rąk glinę, która jest przecież cząstką naszej ziemi, i wyrabiam ją z czułością. Potem wypalam w prawdziwym ogniu, aż stanie się twarda i niezniszczalna. Lepiłam na początku głównie wielkie, ogniste maki z mocno zarysowanymi, fakturowanymi środkami. Kiedy jakiekolwiek licho widzi z daleka taki czerwony kwiat, od razu przypomina sobie stare opowieści o podstępnych chustach, wpada w popłoch i omija człowieka szerokim łukiem!
Twój osobisty talizman
Z czasem zaczęłam tworzyć więcej, czerpiąc z całej palety natury. Dla tych, które wolą spokojniejsze barwy, lepię wisiory w odcieniach głębokiego, rzecznego błękitu, formy przypominające rozgwieżdżone nocne niebo z drobnymi, tańczącymi koralikami, a nawet okrągłe, ziemiste medaliony i nakrapiane serca. Wszystko po to, żeby każda z nas mogła znaleźć u mnie swój własny, osobisty talizman.
Bo te duże, wyraziste wisiory, które tak bardzo kocham nosić i tworzyć, to nie jest tylko zwykła ozdoba. Kiedy zawiesisz taki ceramiczny amulet na rzemyku tuż nad sercem, nosisz przy sobie zaklęty, niezniszczalny kawałek lata. Z takim kwiatem na szyi całe to codzienne zmęczenie, szare myśli i smutki, czyli te nasze współczesne, dzisiejsze Dusiołki, po prostu nie mają do ciebie dostępu. Moja biżuteria daje siłę i pięknie odpędza to, co złe.






Mam nadzieję, że każda „Sroczka” kochająca taką nieszablonową, pełną charakteru biżuterię, poczuje tę magię i znajdzie u nas coś, co wywoła uśmiech na jej twarzy. Zobacz biżuterię w galerii. A teraz dopijmy herbatę, zamknij oczy i niech ci się wyśnią te nasze bieszczadzkie, kwieciste łąki pełne słońca. Dobrej nocy!

