Każdy człowiek ma marzenia, które chciałby spełnić, a 9 lipca tego roku spełniło się jedno z moich. Właśnie tego dnia oficjalnie swoje drzwi otworzyła moja druga, większa galeria, „Bieszczadzka Aniołomania”. Mamy teraz więcej miejsca. Bardzo długo planowałam jak to wszystko ma wyglądać i towarzyszył mi przy tym lekki stres, ale i podekscytowanie. Chciałam stworzyć miejsce, gdzie każdy będzie mile widziany i będzie mógł usiąść oraz napić się kawy w towarzystwie moich aniołów. Dużo jeszcze przed nami, ale największa część już wygląda właśnie tak, jak tego chciałam.
Otwarcie przeszło najśmielsze oczekiwania. Pojawiło się bardzo dużo ludzi chętnych świętować razem z nami, posłuchać muzyki. Wystąpili Grzegorz „Kowal” Michalik, Adam „Łysy, Glinczewski oraz Piotr Łagodzic, którym muszę bardzo podziękować za wspaniały wieczór. Zagrali widowiskowo, a płyty naszych „bieszczadzkich grajków” są do nabycia w naszej Aniołomanii. Widać było, że wszyscy bardzo dobrze się bawią i chętnie jeszcze tutaj wrócą - właśnie to było dla nas najważniejsze.
Mam nadzieję, że z każdym kolejnym tygodniem odwiedzi nas jeszcze więcej osób i poznamy się lepiej. Tworzymy teraz razem zgrany zespół, który chce tworzyć dla Was nowe rzeczy i ma jeszcze mnóstwo pomysłów. Chciałabym podziękować mojemu Marcinowi, Marzence, Adasiowi i Karolinie za całą pomoc w przygotowaniach i mam nadzieję, że jeszcze dużo przed nami. Dziękuję też mojej mamie Tatiance, która zajęła się przygotowaniem pysznego jedzenia - zwłaszcza ogórków oraz mięska - za całe wsparcie i pomoc, które zaoferowała. Dziękuję również wszystkim, którzy wspierali mnie i moje marzenie i dzięki nim możemy teraz spotykać się razem na ulicy Bełskiej 26. Dziękuję również całemu zespołowi Karpatki, dzięki której mogliśmy również spróbować przepysznej grochówki oraz proziaków.
Niedługo też zaczniemy prowadzić dla chętnych u nas warsztaty, więc wypatrujcie więcej informacji na ten temat.
Dziękuję jeszcze raz Wam wszystkim za to, że tak tłumnie do nas przyszliście, a nawet przyjechaliście z daleka. Było Was naprawdę wiele. Ten dzień zapamiętamy na pewno na bardzo długo.
Odpowiedź na to pytanie jest całkiem banalna. Bieszczady są nie tylko natchnieniem, nie tylko przystankiem lecz przede wszystkim marzeniem. Jedni marzą by je odwiedzić, inni by tu wracać jak najczęściej, a jeszcze inni by zamieszkać tu na stałe. Jednak do całego towarzystwa kochających ten dziki zakątek Polski warto dodać Młode Pary, które co raz chętniej i częściej wybierają bieszczadzkie cerkwie by wziąć Ślub, by powiedzieć sobie TAK w miejscu pełnym historii, tradycji, ciszy i harmonii.
Tym razem moja Młoda Para wybrała sobie cerkiew w Smolniku, jedyną ocalałą w Bieszczadach w Bojkowskim stylu. Jadąc w głąb Bieszczad z Ustrzyk Dolnych do Górnych mijamy ją po lewej stronie. Piękna i skromna cerkiewka stoi na wzgórzu wśród starych majestatycznych drzew, zachęcając do odwiedzenia cudownej i uroczej świątyni. Pewnie większość z Was wie, że w niej się zatrzymał czas, że nie ma tam prądu, że zamiast żarówek wnętrze oświetlają świece umocowane na żyrandolu z poroża, które są zapalane przed każdą Mszą Św. i gaszone tuż po niej, że trzeba liczyć się z tym iż ślubna suknia lub garnitur mogą zostać ozdobione kropelkami wosku kapiącego ze świec.
"Zawsze nam się marzył ślub w Bieszczadach i tak jakoś wyszło. Na początku naszego związku w Bieszczadach spędziliśmy nasz wspólny urlop i wtedy powstało to marzenie. A teraz w wakacje jak byliśmy pokazać synkowi Bieszczady to znaleźliśmy w sumie przez przypadek ten Smolnik i oboje wiedzieliśmy, że to będzie Nasze miejsce. I tak się spełniło nasze marzenie , a między innymi dzięki Pani był to wyjątkowy i przepiękny ślub ".
Kiedyś już pisałam, że MARZENIA SIĘ SPEŁNIAJĄ. Młoda Para razem ze swoim marzeniem spełniła też i moje. Bardzo się ucieszyłam na wieść, że wreszcie mam okazję stroić to wyjątkowe miejsce. Zwiedzając Bieszczady pamiętajcie, że warto tam wstąpić by poczuć moc, by znaleźć natchnienie, by spełniać marzenia.
Na koniec tego postu chcę bardzo podziękować Justynie i Pawłowi za udostepnienie zdjęć, za zlecenie dekoracji w cerkwi w Smolniku. Wasze zadowolenie z mojej pracy dla mnie jest bezcenne. Jeszcze raz życzę wszystkiego najlepszego. Niech wszystkie Wasze marzenia się spełniają !!!
Chrzest- bardzo ważne chrześcijańskie wydarzenie w życiu każdego człowieka. Jest to szczególny dzień dla rodziców i całej rodziny dziecka. Szukając w internecie prezentów na tak ważną okazję, napotykamy mnóstwo nie tylko ciekawych pomysłów lecz także tych zbyt "oklepanych". Pamiątka, którą wybieramy zostaje z nami na całe życie. Dla tego tak ważne jest, aby była ona rzeczywiście wyjątkowa, rzeczywiście od serca, by po jakimś czasie nie została schowana w niepamięć do szuflady.
W naszej Bieszczadzkiej Aniołomaniiznajdziesz pamiątkę Chrztu w postaci namalowanego anioła na dębowym krążku. Wykonam ją na indywidualne zamówienie, by tak ważny prezent nabrał jeszcze bardziej indywidualnego oraz unikatowego znaczenia. Swoją ofertę wzbogacamy o ręcznie wygrawerowany napis wypalarką do drewna.
Tonacje, które stosuję w malowaniu moich aniołów, mają szczególne znacznie. Błękitne kolory idealnie pasują do naturalnej barwy dębowego drewna, wyciągają i podkreślają jego słoje. Na dodatek kolor niebieski i jego odcienie kojarzą nam się z niebem, a to właśnie zawsze spoglądać w górę szukamy Boga. W naszej chrześcijańskiej religii jest to kolor Maryjny, kolor nadziei i bezpieczeństwa. Często kojarzy nam się ze spokojem i otwartością na świat.
Śpiący aniołek
Należy również kilka słów o dębie, na plastrach którego maluję te małe cudeńka. osobiście kocham to drewno i myślę że z wzajemnością. Bardzo lubię z nim pracować. Jego majestatyczny kształt dodaje mu powagi i szacunku. Nie na darmo mówią, że dąb jest królem drzew. Mnie osobiście kojarzy się z wiecznością i siłą. Gdyż własnie te dary i walory uzyskujemy przyjmując święty sakrament Chrztu.
Wybierając nasze produkty masz gwarancję, iż są to pamiątki indywidualne i niepowtarzalne. Wśród całego asortymentu naszego rękodzieła znajdzie się też wiele innych aniołów, którymi można obdarować małe dzieciątko.
Tak więc gdzie znajdziesz takie pomysły na prezent do Chrztu? Odpowiedź prawie jak w słynnej starej piosence ... Tylko w Bieszczadach. Swoją drogą to i do Lwowa mamy bardzo blisko. Hej
Z dnia na dzień zmieniło się życie każdego z nas. Najpierw tragiczne wydarzenia w Chinach, potem we Włoszech. Wtedy chyba jeszcze nikt nie przypuszczał jak bardzo Covid-19 wpłynie na zdrowie, finanse i pracę ludzi na całym swiecie. Każdy z niedowierzaniem słuchał tych przerazajacych wiadomości, wprowadzenia pandemii i wszystkich środków zapobiegawczych minimalizujacych zagrożenie dla naszego zdrowia a przede wszystkim życia. Jednak nie będę się rozpisywać na ten temat ponieważ każdy z nas śledzi wydarzenia na bieżąco, każdy z nas zdaję sobie sprawę z powagi zdrowotnej, gospodarczej jak i politycznej sytuacji. Więc dla rozluźnienia przeczytajmy w moim dzisiejszym wpisie o czymś przyjemnym, bardziej budującym i niosącym nadzieję. Ogłoszenie przez rząd pandemii dosłownie zamknęło nas wszystkich w domu. Hasło #zostańwdomu zdominowało wszystkie media. No cóż... Najpierw wielka euforia. Boże, nie muszę iść do pracy, świat się nie zawali jak nie pójdę, w zasadzie wszystkich to dotyczy. O, to posprzatam sobie porządnie mieszkanie, zacznę od strychu, dawno to chciałam zdobić. No i co? A nic...wielka klapa. Po dwoch dniach wolności czułam się co raz gorzej, czułam że gorączkuje, moje samopoczucie było co raz gorsze. Mimo uruchomienia wszystkich możliwych kuracji domowych czwartego dnia przed weekendem zadzwoniłam do lekarza. No i dostałam antybiotyk oraz inne specyfiki. Dobrze że jeszcze nie było zakazu wychodzenia nastolatków z domu bo bym chyba umarła lub zakichała cały blok. No ale co tu nagle ze sobą zrobić. Głowa boli, zatoki dokuczają, osłabiona, na oskrzelach ciężko a jednak leżeć nie bardzo daję radę. Zabrałam się mimo osłabienia za coś co zawsze odkładam. Przejdę więc do plusów które wniósła pandemia w moje życie, a być może nie jestem w tym jedyną osobą. O tóż żyjemy w czasach gonitwy, z dnia na dzień pędzimy przed siebie, tydzień strzela w jeden dzień. Chyba każdy z nas zna to uczucie kiedy planujesz zrobić to i owo a tu zwyczajnie już jest noc. Dzięki pandemii udało mi się wyhamować, zwolnić prawie do zera. Nagle okazało się że można wcześnie rano obudzić się bez budzika, wstać bez żadnego problemu, zdążyć zjeść śniadanie, posprzątać w domu każdą szufladkę i zakamarek, zwyczajnie nadrobić zaległości. Wiecej czasu też spędzam z moim synem. Fajnie jest sobie porozmawiać na rożne tematy, zjeść razem posiłek, ugotować coś na spokojnie bez żadnych goniących myśli w tle. Dawno się nie czułam jak prawdziwa domowa gospodyni. Mój syn skończy w tym roku końcem kwietnia 17 lat. Bardzo się interesuje polityką. Dużo śledzi i ogląda. Mam naprawdę godnego przeciwnika do dyskusji. Najgorsze jest to że ten temat króluje w mediach na drugim miejscu zaraz po COVID-19, więc mamy o czym rozmawiać. Nie wątpliwie będzie to przełomowy moment w historii dla kilku pokoleń. Jednak zmierzając do sedna dotychczasowej opowieści to najważniejsze jest to że poczułam nagle spokój, dostałam ogromnego przepływu energii którą na ten moment ładuję w moją twórczość. Po wieloletniej przerwie wróciłam do pisania ikon.
Widocznie jest to moja wewnętrzną potrzebą a przede wszystkim moją modlitwą. Powstała też seria aniołów "Zaklętych w dębie".
Oczywiście w moich ulubionych kolorach. Tradycyjnie tez zrobilam kilka dużych aniołów, napisałam też kilka wierszy.
Jest to moj sposób na przetrwanie obecnej kryzysowej sytuacji. Czuję się wyciszona, spokojna i za razem zwyczajnie szczęśliwa że moge robić to na co zazwyczaj nie mialam. czasu. Zresztą czesto to nawet nie chodzilo o czas tylko o zwykły spokój. Nawet będąc chorą i osłabioną przez antybiotyk pomyślałam że nie mam prawa zmarnować tego cennego czasu. Bardzo ważną kwestią jest to ze publikuje ten artykuł w czasie kiedy zostały wprowadzone pierwsze poluzowania. Mimo wszystko chce się wrócić do normalności, do normalnego i zdrowego świata, do normalnych kontaktów międzyludzkich, podróży i życia towarzyskiego. Mimo wszystko człowiek jest istotą stadną. Jest to niezbędny czynnik do codziennego funkcjonowania w naszym świecie. Jednak teraz będziemy wszyscy inni. Pandemia koronawirusa stała się dla nas ogromnym doświadczeniem i wyzwaniem. Tak na koniec to chciała bym zachęcić was wszystkich do pozytywnych zmian i wyciągnięcia właściwych wniosków z tego co nas wszystkich spotkało. Do bycia wdzięcznym ludziom którzy nam pomagają, do szacunku i tolerancji. Także chcę bardzo podziękować wszystkim moim fanom którzy na facebookowym fanpage śledzą wszystkie moje poczynania i uczestniczą wirtualnie w mojej twórczości. Wielu z Was mam nadzieję że kiedyś poznam osobiście. Dziękuję też osobom które zakupiły moje ikony a także anioły w tym trudnym czasie. Dzięki Wam mogłam kupić kolejne artykuły w sklepie plastycznym do moich prac. W taki sposób wspieramy cały łańcuszek pokrewnych działalności i brąż. Szanujmy się i doceniajmy to co mamy, rozwijajmy swoje talenty i wiedzę, przy tym pamiętając że tego nam nie odbierze nikt.