Mało kto wie, że gdzieś w przygranicznym miasteczku na południowym wschodzie Polski jest sobie rzeka, niepowtarzalna, Strwiążem zwana. Jej nietypowość związana jest jest z tym, że jej wody zasilają Morze Czarne a nie jak większość polskich rzek Bałtyk
Każda rzeka mniejsza czy większa z reguły ma swoją legendę lub krwawą historię. Legendę swoją ma od niedawna i Strwiąż. Na pomysł stworzenia podania o Strwiążu wpadło Bieszczadzkie Centrum Turystyki i Promocji w Ustrzykach Dolnych- ta nowa historia o starych czasach ma przybliżyć mieszkańcom rzekę, uczłowieczyć ją a przez co wzbudzić przywiązanie do tego niepozornego ale pięknego potoku.
Mam nadzieję, że dzięki legendzie rzeka powróci do miasta, które do tej pory odwracało się do niej plecami, że na bazie tej bajki powstanie wiele cennych inicjatyw i nowych ustrzyckich tradycji. Jedna już się urodziła i na szczęście trwa- czyli coroczne sprzątanie Strwiąża zakończone wspólnym ogniskiem dla mieszkańców biorących udział w akcji.
Jestem dumna z tego, że i mi przypadło w udziale współtworzenie legendy- a właściwie jej wizualna oprawa czyli zrobienie statuetki- podobizny bohatera legendy Balka- Strwiążana. Nici z tataraku, szaty z resztek w wodzie znalezionych, oczy z rybich łusek a brakujące części ciała mchem upchane...
Ciekawe jak Wy wyobrażacie sobie Strwiąża, który żył dawno, dawno temu...
W malutkiej miejscowości Ustrzyki żyło sobie plemię, które szczególnie ceniło sobie niepozorny nurt rzeki przepływającej przez osadę. Rzeka dawała im życiodajną wodę potrzebną do prac domowych i nawadniania pól. Niestety po wielu tłustych latach dostatku i składania wota bogu Stuposianowi wioskę nawiedziła przeraźliwa susza a nurt rzeki wysechł. Ziemia przestała rodzić plony i nastała klęska głodu, trwająca wiele lat. Nie chciano - bacząc na skutki pychy poprzednich pokoleń – wzywać do pomocy bogów, aby ci w swej złośliwości nie zemścili się na mieszkańcach. Tkwili więc Dolinianie w martwym punkcie, nie wiedząc co począć ze swoim nieszczęściem. Żył jednakoż w Ustrzykach Balbes, wioskowy głupek Balkiem zwany. Mężczyzna mrukliwy i odludek, często złoszczący się na wszystko i wszystkich. Przyznać muszę, że bali się mieszkańcy wioski jego dziwactw. Niejedni mówili nawet, że widzieli go jak ze zwierzętami wodnymi rozmawia, bo Balek całe dnie nad wodą spędzał, zaś on sam twierdził, że zwierzęta owe posłuszne mu są. Matula Balka jego dziwactwa akceptowała a czasami nawet żartowała sobie, że synem samego Stuposiana jest- boga rzek. Susza nie ominęła jednak i Balka bo przez nią tracił on swoje ulubione miejsca zabaw i stworzenia do których zwykł przemawiać. Postanowił temu zaradzić. Stanął tedy pewnego dnia na środku wsi na starej skrzynce i powszechne kpiny wzbudzając zawołał, że ma sposób na suszy powstrzymanie. Ale jak, ale co, ano tak: "rozmawiał jam ze stworzeniem wodnym i o pomoc prosił o wstawiennictwo do ojca mego– Stuposiana, o deszcz. Ludzie pychy tej słuchać nie chcieli, wiedząc, że głupiec bluźni ale uciszyć nijak go było, bo do pomysłów swych Balek był mocno przekonany. Dla spokoju świętego przytaknęli głupkowi i czyn mu oddali by wodę do wioski sprowadził i tak nie wierząc, że coś wskórać może. Całej chryi przysłuchiwał się z politowaniem bóg Stuposian- wód i deszczu władca. Postanowił po raz kolejny dać nauczkę człowiekowi za pychę jego, że mianem boskiego syna ośmiela się mianować. Uknuł, że tego dnia, kiedy Balek będzie zwierzęta wodne o powrót nad wyschnięte brzegi prosić, te usłuchają go i wrócą, ziemia pocić się będzie źródełkami a niebo zaciągnie się chmurami. Sam Balek, widząc swoją władzę nad wodą w pychę ogromną popadł i pewien był, że ogłoszą go wkrótce panem wioski. Nie wiedział jednak, że jest jedynie igraszką dla Stuposiana. Zesłał jednakoż bóg srogi na Balka dar mowy zwierzęcej rozumienie a stworzenia owe przekazały mu, że dnia tego i tego koryto rzeki wypełni się wodą a susza nie powróci jeśli Balek na środku wyschniętego koryta na tratwie stanie, mieszkańcy wioski zaś dary przynieść powinni i na brzegu złożyć muszą. Kiedy nadszedł ów dzień, odświętnie ubrany w kapłańskie szaty Balek stanął na wybudowane platformie i grzmiał na lud. Bluźniąc Bogiem się ogłosił, wzywał Stuposiana i jego żywioły. Na to tylko czekał złośliwy Stuposian. Spuścił na ziemię lunęły hektolitry wody, a korytem popłynął dziki i niszczący nurt. Ludzie uciekali w popłochu, bo woda pożerała wszystko, co spotkała na swojej drodze, nie zdążył tylko owładnięty szałem Balek. Porwała go szalejąca kipiel wody a wodne zwierzęta rozszarpywały jego ciało na kawałki . Woda jednak powróciła do krainy Dolinian okupiona ofiarą Balbesa
Nad doczesnymi szczątkami Balbesa ulitowały się wodnice i w tajemnicy przed Stuposianem, złączyły resztki głupka w jedno ciało. Jako nici użyły tataraku, miejsca wyjedzone przez zwierzęta upchały mchem, za oczy służyły teraz Balkowi rybie łuski. Zamiast języka miał rybi ogon, a w miejsce serca, zajął kamień z dna rzeki. Ubrania Balbes dostał z kaczego puchu i liści łopianu. Nowe imię wioskowego głupka nadane przez stworzenia wodne brzmiało Strwiążan, -syn Strwiąża. Tak oto powstał upiór- duch rzeki Strwiąż- choć nie taki był zamysł poczciwych wodnic. Chciały one jedynie dopomóc nieszczęśnikowi, któremu nikt nie sprawił pogrzebu. Życie, które w niego tchnęły nie było życiem doczesnym jeno pozagrobowym. Do dziś stwór- upiór o imieniu Strwiążan chodzi nocami wzdłuż rzeki, przeganiając żaby i strasząc ludzi. Pójdź proszę kiedyś o północy nad Strwiąż i posłuchaj niepokojących chluśnięć wody. To nie wiatr a Strwiążan chodzi wzdłuż koryta i czeka na swoją zapłatę za sprowadzenie wody dla wioski. Niektórzy mówią, że to nie prawda jest, że Strwiążan jedynie rozumu szuka, którego nigdy nie miał. A ja mówię Wam, że nieszczęśnik ten pokutę za swą pychę nad rzeką odprawia.