aniołki z bieszczadzkiej aniołomanii

Dawno, dawno temu ustrzycką ziemię zamieszkiwały bezdomne anioły. Stworzenia te, choć piękne i z całą pewnością zasługujące na godziwy, własny kąt, szczęścia w życiu nie miały. Tułały się od warsztatu do zakurzonej ciasnej półki sklepowej a gdy i tam zabrakło dla nich miejsca lądowały w przepastnych koszach pod ladą. Ot taki smutny los Bieszczadzkiego Anioła- jakby nie anielski a kawałka suchego drewna. Tylko nielicznym udawało się rozwinąć skrzydła i odfrunąć w nieznane rejony Polski, by z należytą dla siebie oprawą zawisnąć na honorowym miejscu domu Dobrych Dusz. Pozostałe stwory zazdrościły szczęściarzom schronienia i marzyły o własnym, takim prawdziwym a nie gdzieś kątem na skrawku ściany Kwiaciarni pod Dębami.

Chodzili jednak Ludzie Dobrej Woli po tym łez padole i usłyszeli ciche narzekania anielskiej zgrai. Zebrała się w te pędy rąk gromada chętnych do pracy i nastał czas remontów.

Tak, moi kochani. To jest właśnie ten czas kiedy mogę się podzielić z Wami tą ważną nowiną. Dawno już kiełkował w mojej głowie pomysł wyremontowania tzw. ustrzyckiego Trójkąta sąsiadującego bezpośrednio z Kwiaciarnią pod Dębami– tymczasową siedzibą galerii Bieszczadzkiej Aniołomanii.

I tak oto ja Marysia od Aniołów wreszcie dojrzałam do tej ważnej decyzji, nie to żebym choć przez chwilę się wahała nad zasadnością tego pomysłu. Nigdy jednak nie było dość czasu, dość pieniędzy, dość rąk do pracy, odpowiednio ciepło, zimno, bezwietrznie, słonecznie. Coś mnie niechybnie wstrzymywało, związywało mi nogi i nie pozwalało ruszyć z kopyta. Impulsem do działania był długi majowy weekend, kiedy zobaczyłam ściśniętych klientów sklepu , próbujących wyłowić z czeluści zakamarków kwiaciarni swojego jedynego anioła. Drewno, dodatki, kwiaty, anioły, koty, sowy, lustra i kapliczki. Wszystko chaotycznie ale z artystycznym szaleństwem wciśnięte wszędzie gdzie tylko kawałek wolnej przestrzeni a w samy środku tego bałaganu ja Demiurg Bieszczadzkiej Aniołomanii 😉

Psotne Czady lub złośliwe Biesy przeszkadzają aniołom jak tylko mogą w rychłej przeprowadzce. A to śniegiem posypią, zmrażając świeżo posadzone pelargonie, a to deszczem poleją, by przeszkodzić w pomalowaniu dachu, tudzież chorobę ześlą na ekipę Bieszczadzkiej Aniołomanii, wykluczając z prac remontowych ważne ręce do pracy. Nie poddajemy się jednak. Robimy wylewki, a gdy pogoda nie sprzyja remontujemy wnętrze trójkątnego domku. Na zewnątrz już czekają na znużonych wędrowców pomalowane rękami Marzeny kablowe bębny, które będą w przyszłości służyć za stoliki i krzesła, w zależności od potrzeb. Ja tymczasem aranżację wnętrze, obmyślam, mierzę, kalkuluję, maluję szyldy- bo reklama wszak dźwignią handlu i z niecierpliwością podobnie jak Bezdomne Anioły czekam na zakończenie prac remontowo-budowlanych.

Wkrótce otwarcie. Nie wiem, czy będzie szampan i przecięcie wstęgi, nie wiem czy goście dopiszą. Robię to wszystko nie dla fety, robię to by zagarnąć jeszcze trochę przestrzeni na moją anielską twórczość. Internet już mi nie wystarcza- marzę o wszechświecie. I dopnę swego bo anioły bieszczadzkie dodają mi otuchy.