Emocje po wczorajszym koncercie SDM jeszcze nie opadły. Myślę nawet, że szybko to nie nastąpi, zwłaszcza po tak ogromnej dawce energii, humoru oraz inspiracji. SDM to w końcu legenda Bieszczad. Chyba nikt z pokolenia „Boomersów” nie pamięta bieszczadzkiego ogniska, na którym nie byłoby gitary i ich piosenek.
Śpiewali je wszyscy bez wyjątku, nawet ci, którym na co dzień bliżej było do punku niż do poezji śpiewanej. Bieszczady żyją SDM-em, Edwardem Stachurą, Wojtkiem Bellonem i jego Wolną Grupą Bukowina, Elżbietą Adamiak i wieloma innymi bardami. Te góry są przesiąknięte poezją, która tu znalazła swoje ujście.
Bieszczady od zawsze przyciągają artystów oraz ludzi, których dusza cierpi, albo wręcz przeciwnie, jest pełna pozytywnej wibracji. Niektórzy z nich przyjechali tu na „leczenie” i zostali na stałe. Inni wracają co roku, by doładować akumulatory. Co takiego jest w tym miejscu, że tak bardzo uwalnia twórcze emocje? Skąd się to bierze?
Czy to sama ziemia i góry przechowują tę krążącą energię? Bieszczady to tylko twór geologiczny, zbudowany z warstw skał, które powstawały miliony lat temu na dnie Tetydy, wielkiego, pierwotnego oceanu. Kryją w sobie jednak coś osobliwego. W dolinach tutejszych potoków można odnaleźć kryształy kwarcu, powszechnie uznawanego za rezonator i nośnik wibracji. Może to sprawia, że bieszczadzka ziemia działa jak wielki, geologiczny głośnik, tworząc naturalne miejsca mocy, gdzie kumuluje się część niezwykłej energii wszechświata. A może rzeczywiście te Bieszczadzkie Anioły, o których tyle się pisze, są tu naprawdę?

Spis treści
Podświadomość wrośnięta w miejsce
Zauważyłam, że bardzo mocno prowadzi mnie podświadomość. Intuicyjnie wybieram barwy, które dopiero za moment staną się szalenie modne, bez względu na to, czy akurat lepię w glinie, czy układam kwiaty. Zdarza się również, że anioł, którego właśnie ukształtowałam, miał własną historię na długo przed swoimi narodzinami. Z tej samej wrażliwości wynika moja miłość do instrumentów muzycznych. Towarzyszą mi od lat jako ważny motyw twórczości i z wielkim zapałem przekazuję je moim aniołom.
Tak jakby nuty miały być katalizatorem obrazu. Ulepiłam ostatnio anioła ze skrzypcami, chciałam, żeby wyglądał realistycznie. A potem przyszedł czas na szkliwienie i pomyślałam, niech zostanie zielony, jak w naszym bieszczadzkim hymnie o aniołach. Obok skrzypka stanął od razu anioł z gitarą. W tym momencie nawet nie śniłam o tym, że SDM przyjedzie do Ustrzyk Dolnych. Czyżby moje anioły wywołały zespół do tablicy wibracją Bieszczadzkiej Aniołomanii? Chcę wierzyć, że tak!
A dlaczego o tym wspominam… Oprócz gitarzystów zespołu, wczoraj najbardziej urzekł mnie skrzypek. Jego gra dotknęła wszystkich moich zmysłów. Solówka to jakiś inny wymiar, co też tylko udowodniło mi po raz kolejny, że pasja i miłość do tego, co się robi, jest najpotężniejszym narzędziem w naszym umyśle, sercu i też dłoniach.
Podróż w głąb siebie
Dla mnie słuchanie Starego Dobrego Małżeństwa to niezwykła podróż w głąb siebie. W muzyce i fragmentach ich tekstów odnajduję własne myśli i ukryte tęsknoty.
Ze wszystkich chwil wczorajszego koncertu, jedno przesłanie dotknęło mnie najgłębiej. To refleksja o aniele stróżu. Tym, którego trzeba umieć rozpoznać, zwłaszcza teraz, w tych dziwnych i trudnych czasach, kiedy tak łatwo go przeoczyć. Każdy z nas go potrzebuje, a on pojawia się w naszym życiu, wystarczy tylko otworzyć oczy. Od razu w głowie przewinęły mi się te wszystkie postaci, zarówno drewniane, jak i ceramiczne stróże, które z ogromną miłością tworzę dla Was w pracowni od ponad dwudziestu lat.
SDM, „Anioł Stróż”
Posłuchajcie
“Pojawił się na czas
Ze zmierzwioną brodą
By zlepić moje serce
Uśmierzyć ból zawodu
Przywrócił słuch miłości
Mój wierny druh
Mój anioł stróż
Objawił się jak znak
List przysłany z nieba
Bym przestał się przejmować
I już się więcej nie bał
Wybudził ze snu wiarę
Mój wierny druh
Mój anioł stróż
Święty jak z obrazka
Przebył długą drogę
By dodać mi otuchy
Bym wyżej nosił głowę
Otworzył drzwi nadziei
Mój wierny druh
Mój anioł stróż”
Poezja nie umarła
Nie ukrywajmy, SDM to nie jest naturalna muzyka pokolenia Z i Y. Wydawać by się mogło, że to inne problemy, inne czasy. Czy rzeczywiście? Owszem, czasy się zmieniają, ale emocje, które siedzą w ludziach, raczej nie. Miłość, strach, radość, żal, odrzucenie, euforia pozostały takie same. Zmieniają się tylko cyfry w kalendarzu i czasem tematy rozmów przy ognisku. Zamiast o miłości, „Dziadersi” częściej mówią o lekach i kroplówkach. No dobra, to był świetny, nośny żart, który padł ze sceny, ale nikt z publiczności ani przez sekundę nie pomyślał, że to o nim. Nas napędzała wizja siebie sprzed kilkudziesięciu lat, przy ognisku w górach, gdzie chłopaki z gitarą śpiewali smętne piosenki, żeby zaimponować pannom w kolorowych, hipisowskich ciuchach.
Co stało się z poezją? Czy ona ciągle żyje, nawet dziś, w tym zabieganiu, gdzie doba przestała liczyć 24 godziny, bo tyle zostało do zrobienia na teraz? Czy ktoś z młodego pokolenia jeszcze ją czyta, słucha w piosenkach i tworzy? A może umarła bezpowrotnie wraz z ostatnim ogniskiem, które można było rozpalić na dziko?
Cytując lidera zespołu SDM: „Ludzie i wiersze są najważniejsze, polska poezja żyje…” Dowodem na to jesteśmy my, ludzie, którzy jej słuchają. Wiersz potrafi więcej niż powieść, bo w kilku linijkach mieści całą opowieść i emocje, które zostają w pamięci na długo. Tak jak wiersze Stachury, Adama Ziemianina i Krzysztofa Myszkowskiego.
W Bieszczady Stare Dobre Małżeństwo wrosło mocnymi korzeniami niczym tysiącletni dąb. To nieodłączna część kulturalnej historii tego zakątka Polski. I tak już pozostanie, niezależnie od pokolenia, które będzie tu żyć w przyszłości. Wierzę w to głęboko…
Zespołowi życzę jednego: żeby odzyskali prawa do swoich piosenek i nagrali kiedyś nową, starą płytę. Niech żyją Bieszczadzkie Anioły!
A dla tych, którzy nie czują się „Dziadersami”, ale chcą sprawdzić, jak to może wyglądać, polecam posłuchać tego utworu. Łapcie linka.

