Cerkiew w Łopience- dekoracja kościoła na ślub


Góry aż do nieba
I zieleni krzyk
Polna droga pośród kwiatów
I złamany krzyż
Strumień skryty w mroku
I zdziczały sad
Stara cerkiew pod modrzewiem
I pęknięty dzwon
Zarośnięty cmentarz
Na nim dzikie bzy

Niektórzy z Was pewnie rozpoznali już słowa tych wersów, to fragment piosenki KSU „Moje Bieszczady”. W słowach tych zapisana poetycko sama prawda – zwłaszcza ta dotycząca nieistniejących już w tym regionie wielu miejscowości. Z mapy Bieszczad po II wojnie światowej zniknęło wiele wsi, mieszkańców wysiedlono a opuszczone domy z czasem pochłonęła natura. Często porzucone zabudowania służyły mieszkańcom okolicznych miejscowości jako darmowy materiał budowlany i opałowy. Tylko te najtrwalsze oparły się niszczącym siłom przyrody i ich ruiny zachowały się do dziś. Jako świadkowie nie tak znowu starych dziejów pozostały piwnice, fragmenty podmurówek, cmentarze, cerkwiska a często i całe cerkwie (najczęściej te murowane). Przykładem takiej nieistniejącej już dziś wsi jest Łopienka.

Cerkiew w Łopience- w majowej szacie

Ta stara wieś przed wojną liczyła ponad 300 mieszkańców, co kwalifikowało ją do miana wsi dużej, niektórzy nawet twierdzą, że przeludnionej. W Łopience kwitło życie kulturalne i oświatowe, funkcjonowała szkoła podstawowa i 4 zespoły folklorystyczne, nad miejscowością zaś górowała murowana cerkiew  greko-katolicka św. Męczennicy Paraskewii. Podania z tamtych czasów mówią, że  początkowo zamiast cerkwi była jedynie murowana kapliczka, którą wzniesiono,  aby umieścić w niej ikonę Matki Boskiej. Postać ta w cudowny sposób pojawiła się na stojącej obok lipie. Ponoć sama cerkiew została dobudowana do kapliczki dopiero w I połowie XIX wieku.

Lipa obok cerkwi w Łopience,w której ponoć ukazała się postać Matki Boskiej.

I tu zaczyna się moja właściwa opowieść i z góry wszystkich przepraszam, za przydługi wstęp, ale bez tej opowieści nie wprowadziłabym Was w to, dlaczego to miejsce jest dla mnie magiczne. Ale do rzeczy. Parę tygodni temu dostałam propozycję zrobienia dekoracji ślubnej w starej cerkwi w Łopience. Ciekawych projektów nigdy nie odmawiam, zwłaszcza, że zawsze marzyłam o tym by móc pokazać w tym miejscu moje prace, nawet jeśli miałyby być to „tylko” moje ślubne wiązanki, wianki i dekoracje kwiatowe ołtarza i całego kościoła

Para młoda wydała mi się dość szalona i całkowicie przekonała mnie do swoich awangardowych pomysłów, ja miałam jedynie podkreślić urodę tego miejsca odpowiednio dobraną dekoracją kwiatową. Oczywiście było i miejsce na tradycję czyli biel kojarząca się ze ślubem ale to dodatki miały stanowić dominantę. Motywem przewodnim miała być krwista czerwień- bo taki kolor butów miała Panna Młoda- były to „zwykłe-niezwykłe” czerwone trampki i od tego wszystko się zaczęło. Kto z Was wychowany w czasach PRL nie pamięta tzw pepegów? A jak pepegi to i pojazd ślubny rodem z Polski ludowej czyli limuzyna w postaci Fiata 125

Najlepszy pojazd ślubny na stylizowane wesele- Fiat 125

Droga do samej cerkwii z miejsca gdzie można zaparkować samochód dla niektórych mogłaby być wyczerpująca stąd też na ślubie pojawiła się bryczka zaprzężona w 2 wesołe konie

Konsultacje z Panną Młodą w kwestii doboru kwiatów i wystroju wnętrza kościoła to była przyjemność- nadawałyśmy ewidentnie na tych samych falach. Mój pomysł na dekorację w głowie kiełkował już dawno, zanim przyszedł pierwszy projekt, a to oznacza, że telepatycznie ściągnęłam go do siebie. Krwiste czerwone kwiaty na wianku Panny Młodej i w pozostałych dekoracjach, zostały złagodzone różem, a wszystko utrzymane w duchu nieregularnych „wiechci”. Efekt oceńcie sami. Choć Młodzi, goście weselni a nawet sam ksiądz odprawiający mszę byli pod wrażeniem. Dziękuję za jego słowa o „wymownej dekoracji” wpisującej się stylem w ten skromny kościółek

Ciągle jestem jeszcze pod wrażeniem łopienskiej cerkwi, moje marzenie się spełniło i próżność artysty-florysty została połechtana wieloma komplementami. Życzyłabym sobie w przyszłości samych takich projektów florystycznych: w ciekawym miejscu, ciekawym otoczeniu, dla ciekawych ludzi, gdzie duchy łemkowskich przodków krążą cicho wśród drzew i cieszy ich widok szczęścia, które powróciło do Doliny Łopienki

Jeśli jesteś zainteresowany moimi florystycznymi dekoracjami i chciałbyś ze mną stworzyć fajny, nietypowy projekt skontaktuj się ze mną. Namiary na mnie znajdziesz tu